Niezwykła kreacja Swamiego
To, czego dokonam dla tego kraju, Indii, i dla reszty świata w przyszłości zobaczycie na tym, co teraz zmaterializuję – powiedział Sathya Sai Baba i po wykreowaniu okrężnym ruchem ręki niewielkiej tarczy pod przeźroczystą kopułą opisał swoim uczniom ten tajemniczy medalion. Działo się to na zakończenie letniej szkoły w Ooty w 1976 r.Relacja Alvina Druckera
W latach 70. Baba zwykł organizować letnie szkoły (Seminaria Sai, jak je w Polsce nazywamy) dla uczniów gimnazjum w jego aśramie Brindawan niedaleko Bangalore. Zwykle w wakacyjnych miesiącach nauczyciele i znani specjaliści z różnych dyscyplin prowadzili zajęcia o ogólnej tematyce dla chłopców z gimnazjum w Brindawanie, dziewcząt z gimnazjum w Anantapur oraz osób wybranych z publiczności zbierającej się na darśanach Swamiego. Tymi ostatnimi byli głównie zachodni wielbiciele, którym Swami dawał plakietki upoważniające do uczestnictwa. W programie letnich szkół było wiele wykładów na duchowe tematy wygłaszanych przez Babę i zapraszane osobistości oraz oczywiście sesji bhadżanowych i od czasu do czasu też specjalnych przedstawień muzycznych lub teatralnych. Te letnie spotkania stanowiły główną atrakcję w kalendarzu aśramu i wszyscy szczęśliwi wybrańcy wyczekiwali na nie przez cały rok.

Baba w domu wielbiciela w Cantonment, Bangalore w 1968 r. |
(Dzięki uprzejmości: S. Balasubramanyi.)
W roku 1976 Swami na letnią szkołę obrał inne niż zwykle miejsce – postanowił, że odbędzie się na południu w górskiej miejscowości wypoczynkowej Ootacamund (nazywanej powszechnie Ooty). Tego roku wszyscy mówcy zostali wybrani spośród Jego uczniów. Cudownym przeżyciem było oglądanie jak Baba siedzi wśród publiczności, a uczestniczył w większości sesji, najwyraźniej bardzo zadowolony z wystąpień Swoich uczniów.
Ale najbardziej pamiętne było to, co wydarzyło się po zakończeniu
wszystkich zaplanowanych zajęć, kiedy większość uczestników już wyjechała. Autokary
przeznaczone dla dziewcząt z Anantapur, przyjechały na czas. Dziewczęta wsiadły
i odjechały. Swami też wyjechał, aby złożyć wizytę w bazie Indyjskiej Armii znajdującej
się po drodze w kierunku Bangalore, gdzie miał przemawiać do oficerów i
urzędników. Zaprosił Go generał S. P. Mahadevan, żarliwy wielbiciel Sai Baby.
Prawie wszyscy wielbiciele z Zachodu skorzystali z taksówek i wrócili do swoich
hoteli lub pokojów w aśramie. W sali
tego wieczoru pozostali tylko uczniowie z Brindawanu, których autokary jeszcze
nie przyjechały, oraz kilku wielbicieli (około 10 osób, włącznie ze mną), którym
się nie spieszyło.
Uczniowie kręcili
się po sali przez jakieś pół godziny, a ponieważ autokarów ciągle nie było,
chłopcy powyciągali swoje instrumenty muzyczne, rozsiedli się w kole na
podłodze i zaczęli sesję bhadżanową.
Śpiewali tak pięknie, że nieco chaotyczna dotąd atmosfera, stała się sattwiczna
(czysta) i święta. Głosy były bardzo przyjemne dla ucha, nastrój podniosły,
intonowanie i śpiew porywające. Gdzieś w środku trzeciej pieśni nagle w tylnych
drzwiach sali pojawił się Swami. Ten nagły zwrot wypadków zupełnie nas
zaskoczył i pełni szacunku i oczekiwania wstrzymaliśmy oddech. Chłopcy
przestali śpiewać i zrobili przejście, by Baba mógł przejść przez środek grupy do
przodu. Swami szedł z rozpromienioną twarzą lśniąc w przytłumionym oświetleniu
sali; wyglądał jakby był zrobiony z wyśmienitej szwajcarskiej czekolady. Kazał
wszystkim się zbliżyć, pozamykać drzwi i okna, wyłączyć system nagłaśniania,
jeszcze bardziej przygasić światła i rozpoczął bardzo osobiste opowiadanie o
swoich młodzieńczych latach, które wcześniej nigdy nie były ujawniane. Na szczęście
miałem przy sobie pióro i papier, wiec zapisałem tyle ile mogłem z tłumaczenia
na żywo na język angielski dr. Bhagawanthama (robił to, gdy Baba swoje pełne
entuzjazmu opowiadanie przerywał na chwilę, by dać mu szansę). Przekaz był
czarujący. Oto fragmenty tego, co ja i inni obecni zapamiętali, odtworzony z
notatek.
(…) Swami
opowiedział o pewnym zdarzeniu, gdy na scenie odgrywał rolę dziewczyny i zdołał
zmylić całą licznie zebraną publiczność. W tym czasie Swami przyjął rolę
słynnej aktorki i tancerki Rushyendramani, którą znały całe południowe Indie –
od Madrasu po Hajdarabad – z niesamowitych wyczynów w czasie tańca. Ustawiała
na głowie różne rzeczy, takie jak butelki i naczynia z wodą tworząc z nich piramidę,
a potem pochylała się w tanecznym wirze, sprawiając przy tym, że przesuwające
się na głowie rzeczy były utrzymywane w równowadze. Ciągle tańcząc i kołysząc
się oraz grając na ręcznych talerzach, pochylała się w ten sposób do samej
podłogi i zębami chwytała leżącą na podłodze chusteczkę. W trakcie tańca połyskiwały
klejnoty i małe lusterka, którymi przystrojona była cała jej suknia. Była w tym
znakomita, a gdy Swami wcielił się w jej postać, miała w ogóle najlepszy występ
– prawdziwa Rushyendramani nie mogłaby dokonać tego, co owego wieczora uczynił
Swami.
Wszystko to
zdarzyło się podczas obchodów Dnia Szkoły, kiedy dyrektor szkoły Swamiego
postanowił zebrać pieniądze na budowę nowych obiektów, sponsorując program artystyczny
z udziałem tej słynnej tancerki i jej trupy oraz orkiestry z Madrasu. Miało to
być wielkie wydarzenie. Informację rozesłano do wszystkich miast odległych o
wiele kilometrów, porozwieszano wszędzie plakaty, rozdawano broszurki. W ciągu
poprzedzających tygodni panowało wielkie podniecenie. Wszyscy wyczekiwali na
wydarzenie, jakiego nie pamiętała historia tego miasteczka. Jako honorowego
gościa uroczystości Dnia Szkoły zaproszono bardzo popularną kobietę z tego
regionu imieniem Ramasubbama. Była ona pierwszą kobietą na czele Okręgowego Zarządu
Szkół. Zaproszono też okręgowego poborcę, brytyjskiego urzędnika o nazwisku
Harsley, którego wszyscy się bali i który zachowywał się jak maharadźa (król) tego regionu i tak go
też traktowano. Zgodził się przybyć ze swoją świtą.
I wtedy, na kilka
dni przed wyznaczoną datą, dyrektor otrzymał wiadomość, że Rushyendramani nie
może przyjechać. Dyrektor przeraził się. Załamany siedział w swoim biurze.
Ponieważ wszystkie bilety zostały wyprzedane, wygospodarowano dodatkowe miejsca
w holu i usunięto niektóre ścianki działowe, aby pomieścić więcej uczestników.
Bilety dodrukowane na te dodatkowe miejsca także szybko się rozeszły. Ponieważ
miała przybyć Ramasubbama i poborca, uczestnictwo zaplanowało także wielu
urzędników i ważne osobistości. Cały region z niecierpliwością wyczekiwał
występu słynnej Rushyendramani, a teraz wszystko będzie musiało zostać odwołane.
Dyrektor znalazł się w rozpaczliwej sytuacji i popadł w głębokie przygnębienie.
Zaraz po
otrzymaniu wiadomości przez dyrektora, wieść, że Rushyendramani odwołała
występy i nie przyjedzie, błyskawicznie rozeszła się po szkole. W tej sytuacji
Swami przyszedł do biura dyrektora, gdzie zastał go bardzo zasmuconego i
powiedział: „Przepraszam pana, mam propozycję, która zmieni tę złą wiadomość w
dobrą. Jestem gotów zagrać rolę Rushyendramani. Wykonam wszystko, co ona
planowała przedstawić podczas swojego tanecznego występu – zrobię to nawet
lepiej. Nikt nie musi wiedzieć, że ona nie przyjechała”. Swami nie powiedział
nam, czy dał dyrektorowi próbkę swoich umiejętności, w każdym razie dyrektor w
desperacji podjął największe ryzyko w karierze i pozwolił Swamiemu wcielić się
w sławną tancerkę i powtórzyć jej wyjątkowe wyczyny, które wypracowała przez
całe swoje życie wytężonymi ćwiczeniami.
Swami w wielkiej
tajemnicy zorganizował orkiestrę, wykonał z nią próbę i przygotował wszystko na
wielkie przedstawienie, które miało odbyć się za kilka dni. Opisał nam całą
scenerię tego wieczoru, gdy w przepełnionym holu wszedł na scenę. Miał długie
czarne włosy, ubrany był w piękne jedwabie i przystrojony licznymi dzwoniącymi
i pobrzękującymi klejnotami. Wyglądał jak tysiąc błyszczących światełek, gdy wirował
w takt coraz głośniejszej muzyki. Niebawem wszyscy widzowie na stojąco
energicznie bili brawo i nie stracili entuzjazmu przez cały ten zdumiewający
spektakl. A on wykonywał taniec za tańcem ku zachwytowi tłumu. Wszyscy byli
rozradowani. Gdy zbliżał się koniec przedstawienia publiczność ogarniał coraz większy
entuzjazm. Pojawiły się okrzyki z tłumu, a potem głośno domagano się, aby artystka
wykonała swój słynny taniec.
Wtedy Swami dał
znak dyrektorowi, a ten polecił kilku nauczycielom, aby wyszli. Gdy wrócili jeden
niósł w ręce talerz, drugi wysoką pustą butelkę, następny bańkę z oliwą, z której
napełnił pustą butelkę, jeszcze inny przyniósł knot, który umieścił w butelce i
zapalił. Następnie talerz [z butelką] położono na głowie ‘Rushyendramani’ i
zaczął się popisowy numer. Swami wirował coraz szybciej, aż stał się niewyraźną
plamą światła pośród dźwięku talerzy perkusyjnych, błysków i muzyki o
narastającej dynamice i głośności. Następnie, zamiast upuścić chusteczkę, jak
było w zwyczaju Rushyendramani, Swami wyjął sobie z włosów szpilkę, którą
ciągle energicznie tańcząc potrzymał w ręce, aby wszyscy mogli zobaczyć, po czym
upuścił ją na podłogę. Bardzo zręcznie, zachwycając widzów, podniósł tę szpilkę
za pomocą brwi. Teraz z szerokim uśmiechem ‘Rushyendramani’ zaczęła coraz
szybciej wirować na jednej stopie, by wirując, wyskoczyć w powietrze, wylądować
i zakończyć taniec pełnym wdzięku dygnięciem i wielokrotnymi ukłonami w
kierunku rozradowanej publiczności dziękującej za wyjątkowy występ burzliwymi
oklaskami. Ten wieczór ‘Rushyendramani’ spędziła w sposób naprawdę godny jej
reputacji.
Widownia była rozentuzjazmowana, wszyscy wstali
i zdawało się, że oklaskom i okrzykom nie będzie końca. Poborca był tak
wzruszony, że chciał przypiąć ‘Rushyendramani’ medal. Z rozmachem wszedł na
scenę i czekał aż tańcząc zbliży się do niego i pozwoli przypiąć sobie medal. Ponieważ
Swami odgrywał rolę kobiety, nie uznał za właściwe, aby dotknął go mężczyzna.
Swami chciał w ten sposób chronić moralne zwyczaje od wieków obecne w kulturze
Indii. Wzbraniał się więc przed kontaktem z poborcą i nie pozwalał mu do siebie
podejść. Poborca upierał się dalej, że przypnie medal, ale Swami jako Rushyendramani,
ku uciesze oczarowanej widowni, powiedział: „Nie może mnie pan dotykać. To
wbrew naszym obyczajom. Proszę podać mi medal do ręki”.
Wtedy poborca rzekł:
„Proszę! Potraktuj mnie jak swojego brata”, a Swami odpowiedział: „W takim
razie proszę potraktować mnie tak, jak swoją siostrę”. Takie przekomarzanie
trwało około 10 minut, po czym Swami wybiegł ze sceny i po chwili wrócił. Za
sceną był dyrektor szkoły i ojciec Swamiego. Obaj obawiali się poborcy i namawiali
Swamiego, aby pozwolił mu przypiąć sobie ów medal. Jednak Swami nie ustępował.
W końcu poborca zrezygnował i wielce rozczarowany podał medal ‘Rushyendramani’
tj. Swamiemu, do ręki. Wywołało to wielką owację publiczności, a zachwyceni
ludzie zarzucili scenę setkami monet, kwiatów i innych wartościowych rzeczy,
które mieli przy sobie.
Następnego dnia
odbywało się wręczenie nagród. Przewodnicząca Okręgowego Zarządu Szkół
Ramasubbama nie szczędziła pochwał ‘Rushyendramani’, gdyż dzięki jej znakomitemu
występowi zebrano bardzo dużo pieniędzy na nowe budynki szkoły. Chciała
osobiście jej podziękować i obdarować ją pięknym jedwabnym sari, dlatego wezwała artystkę, aby weszła na scenę i zechciała
odebrać prezent. Ludzie rozglądali się wokół, próbując zobaczyć z której strony
nadejdzie Rushyendramani. Każdy chciał
ponownie zobaczyć ją na scenie. Wtedy Swami, ubrany w krótkie spodenki i
bluzę khaki, skierował się na scenę. Policjant, widząc chłopca zmierzającego w
kierunku sceny, odepchnął go mówiąc: „Zejdź z drogi. Idzie Rushyendramani”.
Wtedy wstał
dyrektor szkoły i wyjawił swój wielki sekret, wskazując na Swamiego i mówiąc,
że wczorajszą fantastyczną ‘Rushyendramani’, którą wszyscy tak podziwiali, był
właśnie ten uczeń szkoły. Opowiedział całą historię potajemnego wcielenia się
Swamiego w rolę Rushyendramani w celu uratowania honoru szkoły. Nastąpiła wielka
owacja – widownia nie posiadała się z radości. Ludzie nie mogli uwierzyć, że
chłopiec mógł tego dokonać. Ramasubbama pocałowała Swamiego mówiąc: „Oto jak
cudownych chłopców mamy w naszym kraju. Jestem bardzo dumna z tego, że jestem
mieszkanką kraju, którego kultura ukształtowała młodego chłopca z takimi talentami
i szlachetnymi cechami i który tyle uczynił dla swojej szkoły”. Później przez
lata, gdziekolwiek się pojawiała, zwykła opowiadać o tym zdarzeniu. Była
rozkochana w Swamim.
(…) Po tym
opowiadaniu w sali w Ooty nastąpiły chwile szczególnych emocji. Lekki, radosny nastrój, w jakim dotąd byliśmy, radykalnie
się zmienił. Swami spoważniał i przez chwilę wydawało się nawet, że zaraz
wyjdzie z sali. Wszyscy siedzieliśmy bardzo blisko Niego. Dał znak abyśmy się odsunęli
i zrobili przejście. Ta nagła przemiana zupełnie nas zaskoczyła, wstrzymywaliśmy
oddech w oczekiwaniu tego, co dalej nastąpi.
Wtedy Baba zakręcił ręką i zmaterializował olśniewający półsferyczny przedmiot tak wielki, że zakrywał większość jego dłoni. Kształtem przypominał cenny przycisk do papieru. Pod doskonale przeźroczystym półkulistym przykryciem, błyszczącym niczym dobrze wypolerowane szkło lub kryształ, można było zobaczyć lśniącą czarną podstawę wykonaną jakby z onyksu, a na niej srebrną mapę Indii.

Przedmiot, który tego dnia zmaterializował Swami
Na mapie były wyryte i zaznaczone złotem wszystkie stany Indii, każdy ze stolicą w postaci klejnotu. Wokół mapy połyskiwało 18 świecących w ciemności klejnotów, w jakiś sposób podświetlanych ze środka. Swami powiedział nam, że na mapie jest wyryte 100 ślok (wierszy) w sanskrycie opisujących całą chwalebną historię tego Awatara – od narodzenia przed 50. laty do czasu, gdy porzuci ciało za 46 lat. Wtedy to po raz pierwszy ogłosił, kiedy opuści swoje ciało[1].
