Pani Nooshin
Mehrabani urodziła się w Iranie i pracowała jako reporterka Irańskiego Radia i
Telewizji. Po przeniesieniu się do Los Angeles kontynuowała karierę w irańskiej
stacji telewizyjnej. Od 1991 r., kiedy po raz pierwszy usłyszała o Sai Babie,
wielokrotnie przyjeżdżała do Indii i wielokrotnie otrzymała błogosławieństwo
rozmowy z Bhagawanem. Teraz mieszka w Puttaparthi, nazywając to miejsce swoim
domem. Jest również autorką książki zatytułowanej ‘Miłość i cierpienie’,
opowiadającej o jej podróży do Swamiego. Nasz ukochany Swami w czasie 85-ciu
lat życia na Ziemi kontaktował się z milionami ludzi. Jak powiedział, by wzywać
do Siebie wielbicieli używał wizytówek miłości. Wszystkie te przepiękne darszany, niebiańskie rozmowy, sny o
głębokim znaczeniu i niewyobrażalne cuda były po to, żeby rozbudzić nasze dusze
na ich boskość. Mimo to dla wielu relacja z Sathya Sai Babą pozostawała na
poziomie cielesnym. Nie umieli dostrzec bezforemnego Boga przebywającego i
działającego w czarującym ciele. Kierując się głową nie sercem nazywali Go Bhagawanem.
Szukanie Boga
na zewnątrz jest mirażem
Z tego samego
powodu wielu osobom trudno zaakceptować lub uwierzyć, że Swami opuścił ciało.
Stworzony przez Boga wszechświat pomaga nam bez wątpienia odnaleźć związek z
Panem, choć każdy związek na poziomie fizycznym jest ograniczony w czasie.
Przywiązanie do czegokolwiek zewnętrznego – czy to do grubego ciała, czy
subtelnego, czy też innego – może nam przeszkodzić w znalezieniu trwałej
relacji z Panem. Stoi przede mną wyzwanie znalezienia odpowiednich słów
opisujących Sai Babę, choć tak naprawdę jest to niemożliwe. Oto dlaczego Swami
powiedział, że językiem duchowości jest cisza. Na przykład posługujemy się
słowem ‘zmartwychwstały’ w stosunku do formy Boga nazywanej Jezusem. Lecz Bóg
nie jest ciałem, żeby zmartwychwstać, lecz wiecznym Istnieniem – nie rodzi się
ani nie umiera. Bóg nigdy nie znika, jest zawsze z nami i w nas. Wielu wielbicieli
nie jest wystarczająco ufnych, aby uwierzyć w swój wieczny związek ze Swamim.
Potrzebują pośrednika i dzięki jego przekazowi pójdą wszędzie, pokonają każdą
odległość, żeby połączyć się z Bhagawanem. Nie mają tyle pewności siebie żeby
uwierzyć, że posiadają zdolność wewnętrznego połączenia z Nim. Prawdziwe
połączenie z Bogiem nigdy nie jest zewnętrzne. Patrzenie na zewnątrz to miraż.
Każde doświadczenie oparte na zmysłach jest tylko przypomnieniem o trwałym
połączeniu wewnętrznym. Każdy ma własną
ścieżkę do Boga. Patrząc na to odnoszę wrażenie, że jest to sprzeczne z Jego naukami
i nie potrafię milczeć. Ze wszystkich sił staram się pomóc ludziom odróżniać
dobro od zła. Napisano tysiące książek opisujących osobiste doświadczenia ich
autorów. On sam wygłosił niezliczona ilość dyskursów. Jeśli ktoś pragnie prowadzenia
Swamiego, powinien studiować słowa, które Pan wypowiedział na Ziemi i modlić
się do Niego o zdolność ich rozumienia. Postaw w Jego stronę ten jeden krok, a
On postawi ich tysiąc w twoją stronę. W ten sposób nauczysz się wierzyć w
siebie jak w Boga. Jeśli gonisz za innymi formami, uważając je za ważniejsze od
siebie, grozi ci niewłaściwe pojmowanie duchowości i ponowne pogrążenie się w
świecie ułudy, z którego wyrwał nas Swami. Swami jest Wiecznym Świadkiem. Nie
potrzebuję nikogo, żeby się z Nim skontaktować. Zawsze mówię Swamiemu: „Jeśli
chcesz mi cokolwiek powiedzieć, powiedz mi to osobiście”. Postawiłam Go w
miejscu dającym mi tylko jeden wybór. Nie chcę pośredników. Skoro nie mogę
zobaczyć Boga w formie fizycznej, to nie potrzebuję ciała świetlistego. Wolę
czuć Go w sobie. Czyż zawsze tego nie pragnął? Czyż nie takie jest przeznaczenie
każdej duszy – rozwijać się i tracić przywiązanie do przemijającego ciała?
Powinniśmy mieć zaufanie, mając przed oczyma to, co Swami ofiarował światu w
ciągu 85-ciu lat Swojego życia. Pierwszym krokiem w procesie realizacji Boga
jest zaufanie do siebie.
Jak zabrał
mnie w głąb mojej istoty
Pragnę podzielić
się z moją drogą rodziną Sai ważną historią, która przyniosła mi głęboki wewnętrzny
wgląd i wiedzę o wiecznej relacji z ukochanym Swamim. Modlę się, aby to pomogło
innym. Ósmego lutego 2011 r., pierwszego dnia chińskiego nowego roku, na dwa i
pół miesiąca przed opuszczeniem przez Swamiego ciała, przyszedł do mnie we
śnie. Siedziałam przed nim ze złożonymi dłońmi. Zapytałam, czy jest ze mnie
zadowolony. Odpowiedział pytaniem: „Czy jesteś zadowolona z siebie?”. W myślach
zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Go o to pytam, skoro jest w moim sercu.
Jeśli ja jestem szczęśliwa, to On jest także szczęśliwy. Wtedy Swami powiedział
do mnie z ogromnym współczuciem: „Miałaś drobny udar, ale się nie martw, Swami
ci pomoże”. Wcale się nie martwiłam. Zapytałam Babę: „Jak długo będę żyła?”.
Odpowiedział: „Dłuuuugo!”. Słysząc to, nie czułam się szczęśliwa. Zastanawiając
się dlaczego Swami myśli, że długie życie jest dobrodziejstwem, spytałam: „Czy
możesz mnie zabrać ze Sobą, gdy opuścisz ciało?”. Popatrzył na mnie w
milczeniu. Dodałam: „Gorąco się modlę, żebyś zmienił zdanie i zabrał mnie ze
Sobą”. Nie odpowiedział, skinął tylko, żebym się pochyliła do Jego stóp. Wtedy
się obudziłam. Czy moja
podświadomość wiedziała, że Swami opuszcza ciało? Wszystko co mówi Swami ma
wiele znaczeń. Miałam nadzieję, że Jego słowa odnosiły się do mojej wiecznej
Atmy. Spojrzałam na zegarek. Była 6:02 rano. Czułam radość, błogosławieństwo i szczęśliwość,
wiedząc, że jestem godna Jego miłości i łaski. Jednocześnie zastanawiałam się,
w jaki sposób Swami pomógł mi podczas wylewu. Po południu wielbiciele,
zwłaszcza z Chin, czekali na moment, kiedy będą mogli w obecności Swamiego
rozpocząć swoje buddyjskie modlitwy. Po dłuższym czasie przyniesiono krzesło
Swamiego i odprawiono arathi. To oczywiście
oznaczało, że Swami nie przyjdzie. Wszyscy byli rozczarowani i zdziwieni. Mieli
nadzieję, że wykonają swój program 9-go lutego. Bardzo chciałam się dowiedzieć,
dlaczego Swami nie przyszedł. Następnego dnia po 19:00 Swami pojawił się w samochodzie.
Otwarto jedynie drzwi auta. Gdy kapłan odprawiał arathi, Swami pozostał w środku. To wszystko było niespodziewane.
Kierowca odwiózł Swamiego do Jego siedziby. Przeżyłam ogromny szok. Zobaczyłam,
że lewa strona Jego twarzy jest sparaliżowana. Wyglądało, jak gdyby przeżył
udar. Pamiętając mój sen zaczęłam płakać. Pytałam Go, czy to mój udar, który
wziął na siebie. Czułam się winna i jednocześnie rozgniewana. Jego przepiękna
twarz była ważniejsza od mojego błahego i nieistotnego ciała. Przez kilka następnych
dni Swami udzielał nam darszanu,
chociaż był bardzo osłabiony. Tym razem nie obchodziliśmy chińskiego nowego
roku. Cierpiąc od tygodnia, nie cieszyłam się darszanami. Czułam potrzebę samotności. To mocne przeświadczenie
skłoniło mnie do pozostania w domu, do przebywania w kompletnej ciszy i do
modlitwy. Poinformowałam stołówkę zachodnią, gdzie pracowałam jako
wolontariuszka, że robię sobie przerwę. Przez 40 dni pozostawałam sama, modląc
się. Podczas tych 40-tu dni nie gościłam Swamiego w swoich snach, co było niezwykłe,
ponieważ śnił mi się przedtem przynajmniej dwa razy w tygodniu. Po dwóch tygodniach
całkowitego milczenia poczułam radość i spokój. Chociaż przepiękne ciało
Swamiego było oddalone ode mnie zaledwie o 5 min. drogi, straciłam do niego
przywiązanie. Serce zalewała mi błogość, ponieważ czułam Go w sobie.
Świadomość, że odnalazłam stałą więź z moim Ukochanym, uszczęśliwiła mnie. To doświadczenie
sprawiło, że lepiej zrozumiałam nauki Swamiego. Ile razy nam powtarzał, że nie
jest ciałem? Słuchaliśmy, ale nie czyniliśmy większego wysiłku, żeby poszukać
Go w sercu. Przywiązanie do ciała przeszkadzało nam wejść głębiej w siebie i
odnaleźć Źródło Prawdziwej Radości. W końcu, po 40-tu dniach ciszy i modlitwy,
Swami pojawił się o świcie w moim śnie i udzielił mi błogosławieństwa.
Poczułam, że wysłuchał wszystkich moich modlitw. Byłam gotowa znów pracować w
stołówce. Po wejściu tam zauważyłam, że zmieniła się atmosfera i niektórzy
ludzie płaczą. Zapytałam o powód tych niepokojów. Ktoś mi powiedział: „Swami
nie czuje się dobrze. Wczoraj zabrano Go do szpitala super specjalistycznego”.
Nie chciałam myśleć w negatywny sposób i czułam, że za kilka dni poczuje się
lepiej. Ale Bhagawan miał inne plany. Wszyscy modlili się o poprawę Jego
zdrowia. Byłam w lepszym stanie niż większość ludzi, ponieważ pozostawałam z
Nim w stałym kontakcie. Kiedy przebywał w szpitalu trudno było o prawdziwe informacje
dotyczące Jego zdrowia. Pewnej nocy rozpłakałam się i zapytałam, dlaczego każe
nam tak cierpieć. „Swami, wystarczy nam naszych cierpień. Teraz cierpimy z
Twojego powodu.” Tej samej nocy Swami pojawił się w moim śnie i podał mi powód
cierpienia. „Złoto nie przemieni się w klejnot, jeśli nie jest mocno uderzane
młotkiem.” Jestem wdzięczna mojemu ukochanemu Swamiemu, że obdarzył mnie największym
darem w tym życiu. Poprzez wykreowanie dramatu mojego udaru i skłonienie mnie do
przebywania przez wiele dni w ciszy i na modlitwie, zostałam uratowana. Mocno
wierzę i jestem przekonana, że mój związek z Nim był zawsze na poziomie serca, bez
jakiegokolwiek pośrednika.
Jedynie prawda
trwa
Nikt za was nie
zje, jeśli jesteście głodni. Podobnie nie zaspokoi waszego duchowego głodu
ktoś, kto w waszym imieniu ogląda Swamiego lub z Nim rozmawia. Co gorsza,
możecie stracić pewność, że sami potraficie skontaktować się z Bogiem.
Poleganie na innych przynosi niebezpieczeństwo duchowej zależności. Duchowość
nie jest zewnętrznym spektaklem. Swami nigdy nie aprobował rozgłosu. W
rzeczywistości rozgłos jest dla duchowego aspiranta trucizną. Oto dlaczego
poszukiwacze Boga żyli w spokoju i unikali sporów. Nie chcieli nagród ani
poczucia ważności. Mamy wielkie szczęście, ponieważ urodziliśmy się w epoce
Awatara i naszym nauczycielem jest Bóg. Kiedyś, gdy zapytano Swamiego, dlaczego
wciąż powtarza te same dyskursy, odpowiedział: „Ponieważ wielbiciele nie
słuchają tego, co mówię”. Wielu wciąż jeszcze nie słucha. Wszyscy przybyli od
Boga prorocy przynosili przesłanie miłości i jedności. Islam był spójną
religią, ale po śmierci proroka Mahometa umysły jego naśladowców pogrążyły się
w ignorancji i egoizmie. Dlatego doszło do rozłamu. W rezultacie bracia i
siostry stali się wrogami, nie chcąc pamiętać o swoim związku z przeszłości.
Odnosi się to także do innych religii. Kiedy zagrożona jest jedność, ego
zawłaszcza całą scenę. To oznacza, że nie potrafimy uczyć się ani z przeszłości
ani z teraźniejszości. Jedno wiem na pewno, wszystko co nie zostało wzniesione
na prawdzie, pewnego dnia się rozpadnie. Nasz ukochany Swami, napełniony bezgraniczną
miłością, założył dla Swoich dzieci Organizację Śri Sathya Sai, żeby wzrastały
duchowo i pracowały razem w harmonii i jedności, żeby przekazywały Jego
przesłanie czystym sercem, bez pośrednictwa kalkulującego umysłu. Jesteśmy
tutaj, by zachować dla nas Jego dziedzictwo. W naszej duchowej podróży ci z
nas, którzy wciąż czują się ważni, powinni odrzucić ego i stać się nikim. Jeśli
będziemy przestrzegać tych zasad, nasza wiara będzie mocna i staniemy się
prawdziwym odbiciem Jego nauk. Niechaj Bóg was błogosławi!